burger i ja
Weganizm,  Życie

Mój weganizm – Łukasz

Witajcie. Mam na imię Łukasz i reprezentuję brzydszą część bloga ;). Dziś mija miesiąc odkąd zdecydowałem się przejść na dietę wegańską. Powód był dość prozaiczny – pandemia, kwarantanna, mniej wyjść na miasto i pokus. Wcześniej ograniczałem jedzenie mięsa. Zdarzało nam się przyrządzić wątróbkę raz na dwa tygodnie czy też zjeść burgera na mieście. Jako że lubię piec i to niekoniecznie fit ciasta, serek mascarpone i jogurt regularnie lądowały w naszej lodówce. Pojawiła się czysta ciekawość, czy byłbym w stanie zrezygnować z tych produktów na miesiąc.


Wyzwanie rozpocząłem tuż po majówce, 4. maja. Jak już spadać, to z wysokiego konia ;). Nie było jednak tak źle. Każdy dzień zaczynam od owsianki. Zwykle zalewam płatki wrzątkiem, dodaję owoce, jogurt naturalny i garść orzechów. Tym razem ugotowałem płatki w mleku roślinnym. Różnicy w smaku nie było praktycznie żadnej, poza tym, że zimny jogurt chłodził wcześniej zalane wrzątkiem płatki. Na obiad tego dnia zaserwowaliśmy sobie nasze ulubione autorskie danie, którego próbowaliśmy już wcześniej – tofu z fasolką szparagową i orzechami w mleku kokosowym podane z ryżem. Wróciłem też do regularnych treningów. Kanapki z masłem orzechowym i miodem wchodziły po nich jak złe. Nic trudnego – zmiksowałem swoją pierwszą wegańską nutellę. Później miód zastąpiły plasterki banana. Raz w tygodniu piekłem ciasta, które z powodzeniem mogły zastąpić potreningowe „dania”. Miały w sobie kaszę jaglaną i były słodkie ;).

wegańska nutella
I cyk, nutella gotowa!

Co było dla mnie najtrudniejsze na samym początku? Rezygnacja z produktów mlecznych. Później stanięcie przy stoisku z łakociami w supermarkecie i uświadomienie sobie, że nic tu po mnie :D. Nie brakowało mi mięsa. Co więcej, jak tylko nabrałem trochę doświadczenia w przyrządzaniu wegańskiego „mięska”, szybko przestawiłem się na roślinne wersje. A okazji do odpuszczenia diety było sporo, tak jak ostatnie grillowanie. Z natury dość szybko przystosowuję się do nowych sytuacji, ale muszę tu zaznaczyć, że moje przejście na dietę wegańską to był długi proces. Zaczęło się od dbania o kondycję fizyczną, kiedy po powrocie do domu z pracy nie miałem na nic siły. Ograniczyłem wtedy cukier na rzecz zamienników. Przede wszystkim przestałem go dodawać do jogurtów naturalnych, płatków owsianych i innych śniadaniowych opcji. Jakiś rok temu zauważyłem też, że unikanie mięsa w dni biegowe sprawia, że czuję się „lżejszy” i trening przychodzi mi z większą łatwością. Ponadto byłem wystarczająco najedzony a energii wystarczało mi na dłużej.


To samo miało miejsce przez ostatni miesiąc. Z powodu koronawirusa w marcu przeszedłem na pracę zdalną. Podjadanie między posiłkami już wcześniej było standardem, ale jeszcze nigdy szafka z przekąskami nie znajdowała się tak blisko ;). Planowanie i zwracanie uwagi na to, co jem, sprawiło, że mój organizm przez 3-4 godziny nie domaga się jedzenia. Co ciekawe, zauważyłem to już w pierwszym tygodniu! I pewnie, że zdarza mi się zjeść odgrzewane wegańskie pierogi ruskie, ale mimo to czuję się nasycony. Jednym z podejrzanych są tu orzechy, których na pewno zjadam teraz więcej.

wegański grill
Pierwsze bezmięsne grillowanie


Jakie bariery dostrzegam? Powiem tak. Jeśli zdecydowałbym się odstawić mięso i produkty mleczne z dnia na dzień (zakładając, że wcześniej były podstawą mojej diety), pewnie byłaby to dla mnie katorga. To nie tylko rezygnacja z ulubionych dań, ale też konieczność nauczenia się przygotowywania innych. Jeżeli ktoś nie jest fanem gotowania i eksperymentowania w kuchni, może to być przeszkodą. Myślę też, że najważniejsze są stopniowe zmiany nawyków. Zamiast przestawiania wajchy – próbowanie nowych potraw i smaków. Przez prawie 30 lat ani przez chwilę nie przyszło mi do głowy, że zrezygnuję kiedyś z kebaba i steków. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że gdyby nie obecna pandemia, nie zdecydowałbym się na taki ruch. Oczywiście zmotywowała mnie do tego też Magda ;).

Co dalej? Przedłużam wyzwanie, choć to może złe określenie. Wyzwanie kojarzy się z czymś trudnym i wymagającym dużych nakładów pracy. Ja chcę czerpać przyjemność z tego, co jest teraz i rozwijać się kulinarnie :). Mam nadzieję, że będziecie mi w tym towarzyszyć :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *