Targi Wegańskie na poznańskiej Arenie
Weganizm,  Życie

Wegański Eksperyment – Wrażenia Magdy

W czwartek na blogu swoimi wrażeniami z wegańskiego miesiąca dzielił się Łukasz, dzisiaj do niedzielnej kawki zapraszam na swoje przemyslenia.

Skąd pomysł na miesiąc bez produktów odzwierzęcych?

Z przypadku. Po prostu weszłam w ostatnim tygodniu kwietnia do kuchni. Spojrzałam na kalendarz, że za chwilę maj. „I tak będziemy pewnie siedzieć w domu przez COVID-19, więc nie będzie pokus, a trochę już nam ta kwarantanna zbrzydła i warto by było ją trochę ożywić”- pomyślałam. Rzuciłam temat Łukaszowi, a on ochoczo przytaknął. Tylko tyle i aż tyle. Serio, zero jakiś przemyśleń ideologicznych, żadnego wstrząsu po obejrzeniu filmu dokumentalnego jak przygotowywane jest mięso, czy jak zabijamy naszą Ziemię ect. Zwykła ciekawość, czy damy radę odstawić nie tylko mięso, ale i nabiał. I myślę, że gdy sama miałabym się na to zdecydować, to pewnie bym odpadła. Gdyby Łukasz np. jadł standardowo, w lodówce byłyby jogurty, sery i jajka.

Swoje codzennne jedzenie relacjonowałam na Instastory swojego prywatnego profilu. Odzew był bardzo duży, czego się nie spodziewałam. Dieta wegańska jest teraz bardzo modna i coraz więcej osób ma świadomość tego, dlaczego warto ograniczać spożycie mięsa.

Czy jakoś przygotywaliśmy się do przejścia na weganizm?

Faktem jest, że już od dawna nasza dieta była prawie bezmięsna – w domu raczej go nie przyrządzaliśmy. Czerwonego mięsa nie umiem robić, zawsze wychodzi mi nie takie. Ze względów zdrowotnych staramy się je też ograniczać. A białego Łukasz nie lubi odgrzewanego, więc bez sensu je robić, skoro i tak do pracy nie przygotujesz. Także u nas nie było skoku na głęboką wodę. Do tego już wcześniej często miksowaliśmy standardowe posiłki z wegańskimi, a ja nawet cały marzec byłam na Diecie Lidlowej od Dr Lifestyle w wersji pescowegetariańskiej (wege + ryba).

Risotto z tofu, fasolką szparagową, orzeszkami ziemnymi i mlekiem kokosowym to danie, które chyba finalnie przekonało nas do rozpoczęcia eksperymentu. Jest sztosem.

Nie mamy wykształcenia dietetycznego, jednak kwestią zdrowego odżywiania interesujemy się oboje od dawna i systematycznie poszerzamy swoją wiedzę w tym zakresie.

!UWAGA! Odradzałabym przejście na weganizm osobie, która do tej pory codziennie na obiad jadła kotleta i nigdy nie szukała informacji jak prawidłowo bilansować posiłki oraz nie ma zamiaru tej wiedzy nabyć, a chce tylko przestać jeść mięso i produkty odzwierzęce (np. ze względów etycznych). Dieta wegańska nie jest niebezpieczna, pod warunkiem, że dobrze ją rozplanujesz. Dokładnie tak samo jak każda inna dieta. Wszystko trzeba robić z głową. To, że my się czujemy na niej doskonale może wynikać z tego, że wiedzieliśmy w jaki sposób wzbogacić nasze posiłki w białko czy inne potrzebne makro- i mikroelementy.

Największy plus tego eksperymentu…

…to zdecydowanie odkrycie oceanu smaków, o których nie miałam pojęcia. Przez siedzenie w domu wpadliśmy w jedzeniowy marazm – na obiad 4 razy w tygodniu pojawiała się passata pomidorowa w różnych wersjach: makaron z sosem pomidorowym i ciecierzycą, makaron z kurczakiem i sosem pomidorowym. Ryż z sosem pomidorowym i tuńczykiem itd.

Moje ulubione śniadanie przez ten miesiąc – Budda Bowl czyli kuskus z warzywami, które mam pod ręką (tu kiszone marchewki, rzodkiewka, burak, ogórek i awokado)

To, że wiele produktów wykluczyliśmy pobudziło naszą kreatywność, odkryliśmy wiele dań, wiele przypraw, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia (np. płatki drożdżowe niereaktywne i czarną sól).

Czarna sól i płatki drożdżowe
Płatki drożdżowe nadają potrawą serowego smaku, czarna sól imituje jajka

Co było najtrudniejsze w niejedzeniu produktów odzwierzęcych?

Jedliśmy bardzo dużo jaj i nabiału. Moje ulubione śniadanie do tej pory to jajecznica – tygodniowo jadłam 7-10 jajek sama, słowo daję. Myślałam, że z nich będzie mi najciężej zrezygnować. Tymczasem okazało się, że poszło lekko, do tego obecnie jakby ktoś zaserwowałby mi jajecznicę, to pewnie bym odmówiła.

Dwukrotnie przez ten miesiąc zjadłam tofucznicę. Jajek nie brakowało mi wcale, co mnie bardzo zaskoczyło.

Wyzwaniem okazało się też picie kawy bez mleka. Nie do końca jestem przekonana do kawy z mlekiem roślinnym (niestety też mleko roślinne często waży się w kawie), dlatego też odpuściłam sobie mleko w kawie w ogóle, sporadycznie dodam sojowe lub owsiane. Pod warunkiem, że jest niesłodzone – kawa ma być mocna i gorzka.

Trzeba też przyzwyczaić się do tego, żeby bardzo dokładnie sprawdzać skład wszystkiego, bo czasami nawet w produktach, w których byśmy się tego nie spodziewali są np. jajka czy mleko.

Trochę przez to czułam się, jakbym grała w jakąś grę pt. „czerwone parzy” – nie możesz dotknąć nic czerwonego, bo przegrasz. Tak samo – jajka i mleko parzą – musisz dokładnie sprawdzić skład. Trochę na samym początku podchodziłam do tego jak do dobrej zabawy.

Co najbardziej mi pomogło w rozpoczęciu diety wegańskiej?

Myślę, że świadomość, że robię to na miesiąc. Że jak się okaże, że nie jest to dla mnie, to po miesiącu przerwę dietę bez uszczerbku na ego. To było bardzo podbudowujace: „To tylko eksperyment jak się będę czuła, jak będzie słabo to wrócę do mięsa”. Okazało się, że czuję się lepiej, ale tak jak wspomniałam wcześniej – to jest kwestia indywidualna. Ja nie mam żadnych obciążeń zdrowotnych (poza otyłością, na którą sobie zapracowałam), żadnych nadczynności/niedoczynności, wzorowe ciśnienie, zawsze przy podstawowych badaniach krwi mam idealne żelazo i inne. Od dłuższego czasu też czytałam jak dobrze zbilansować dietę wegańską.

Myślę, że wytrzymaliśmy ten miesiąc, ponieważ wiele dań wegańskich możesz przygotować bardzo szybko (nawet z 10 minut). To, że spędzaliśmy w kuchni tak dużo czasu było kwestią tego, że oboje bardzo lubimy gotować i eksperymentować z nowymi smakami.

Spagetti awaryjne wg Jadłonomi – to danie robi się w 10 minut!

Dlaczego chcę kontynuować dietę roślinną?

Czuję się lżej, po posiłkach jestem najedzona na dłużej. Nie podjadam już między posiłkami, bo nie mam takiej potrzeby. Podczas tego miesiąca dużo czytałam, słuchałam i oglądałam różnych materiałów dotyczących diety wegańskiej. Skoro czuję się super i jest smacznie, i daje mi to jakiś fun, nie widzę potrzeby, żeby dokładać swoją cegiełkę do cierpienia zwierząt. Bardziej jednak od kwestii zwierząt przekonuje mnie argument klimatyczny i to, że do wyprodukowania 1 kg wołowiny zużywa się hektolitry wody. Powiedzmy, że wyrównuję w ten sposób i usprawiedliwam swoje częste kąpiele w wannie, które uwielbiam i z których jest mi dużo ciężej zrezygnować, niż z mięsa.

Czy nie boję się niedoborów?

Boję się. Nie jestem dietetykiem, ale mam świadomość tego, że źle zbilansowana dieta (bez względu na to, czy wegańska, czy nie) może odbić się na moim zdrowiu. Dlatego cały czas się dokształcam w temacie bilansowania posiłków (polecam ten podcast Owsianej i generalnie całą jej twórczość).

Codziennie z Łukaszem suplementujemy witaminę B12 i D. Witamina B12 jest o tyle podstępna, że jej poziom spada bardzo powoli, więc bardzo długo nie wiemy o tym, że mamy niedobór. Dlatego też nie czekamy, od pierwszych dni diety codziennie wieczorem dostarczamy ją organizmowi.

Czy już do końca życia nie zjem kotleta/jajka/jogurtu?

Jestem prawie pewna, że zjem. Chodzi bardziej o to, by uświadomić sobie co wkładam do paszczy i dlaczego. Jeśli będzie to możliwe, chciałabym jeść wegańsko. Zawsze, tak długo jak będzie to możliwe. Jeśli jednak okaże się, że ze względów zdrowotnych będę musiała wrócić do produktów odzwierzęcych, to to zrobię, bo stawiam siebie i swoje zdrowie jako priorytet. To jest kwestia świadomie podjętego wyboru, a nie podpisanego cyrografu do końca życia.

Z naleśnikiem gigantem w Chacie Wędrowca w Bieszczadach. Myślę, że zjadłabym go jeszcze raz, mimo że chcę jeść wegańsko.

I nie mam zamiaru się biczować, jeśli kiedyś np. w odwiedzinach u mamy zjem placek, który upiekła z miłością, tylko dlatego, że ma jajka. Akurat mam mega wyrozumiałą mamę, która na nas przyjazd przygotowała się, żeby było roślinnie <3. Zakładam to tylko hipotetycznie. Nie mam zamiaru też kręcić nosem i przewracać oczami, że na wigilijnym stole pojawia się ryba. Bądźmy wyrozumiali i pozwólmy innym dokonywać wyborów żywieniowych, tak jak my dokonaliśmy wyboru o jedzeniu vegan.

Polecam wszystkim spróbować z dietą roślinną – nie mówię o tym, by od razu przeskakiwać na dietę wegańską. Może po prostu zamiast kanapki z szynką na śniadanie zjesz kanapę z hummusem? Albo zamiast standardowego spaghetti – wegańskie spaghetti z marchewką i czerwoną ciecierzycą? Jest przepyszne! Każda mała zmiana ma znaczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *